Czas pędzi jak szalony -> nie minęły 3 miesiące od poprzedniej edycji Pionka a ja już siedziałam w pociągu w drodze na kolejną :) Zanim jednak tak się stało trafiłam na zajęcia z torbą z planszówkami i plecakiem. Znajomi z grupy, z których większość zdaje sobie sprawę z mojego hobby (byli wielokrotnie nagabywani zaproszeniami do Alibi czy Jungle Speedem na imprezach) grzecznie wypytują się dokąd jadę. Do Gliwic? Żeby pograć w planszówki? Zdobyć podpis jakiegoś Czecha? Tłumaczyć gry? I to za darmo???!!! Kumpel patrzy się na mnie z troską i lekkim strachem - Kaśka, wiesz, że jesteś postrzelona?

Do MDK docieram przed wszystkimi umówionymi na piątek pomagierami. Pierwszy pojawia się Multidej - otwieramy salę 41 i zabieramy się do pracy. Po chwili docierają kolejne PomarańczKi oraz gość specjalny z Gdyni - Widłak. Chłopcy noszą stoły, dziewczynki tną, piszą i wieszają:

Powoli trzeba się z MDKu ewakuować - Ignacy odwozi mnie i Widłaka do redakcji portalu, o której u nas w Poznaniu (i pewnie nie tylko) krążą legendy. Część się potwierdza - klimat iście neuroshimowy, ale poza tym warunki super. No bo i łóżko jest (jedno, ale przypada przecież mi, jako osobnikowi XX), wrzątek, kubki i herbata są, ogrzewanie jest, a nawet ciepła woda! Na wielu wyjazdach harcerskich nie miałam takich luksusów jak tu! Do tego świadomość prestiżu miejsca, wszystkie te pudła gier, stosy czasopism - to onieśmiela i... czaruje. Wraz z Widłakiem próbujemy zaczarować grę Ghost Stories - nie wychodzi - duchy zjadają nas po kilku turach, więc by nie tracić więcej sił przed jutrzejszym dniem, idziemy spać.
W sobotę pada deszcz - całe szczęście przyjeżdża po nas Bors i w miarę sucho trafiamy na Barlickiego. Czuć już nerwową atmosferę - Tiju i Korzeń wpisują gry do laptopa, Goor ustawia swoje stanowisko z akredytacją, trzeba zorganizować szatnię, przygotowuje się też nowość na Pionku, czyli sklepik u Żyrafy, w którym nabyć będzie można m.in. pionkowe koszulki. Nie mogę się odnaleźć i z początku trochę przeszkadzam, ale biorę się w garść gdy przychodzą pierwsi Pionkowicze. Multi i Goor akredytacja i szatnia, Tiju i Korzeń wydawanie gier, Kornik - gry logiczne. Moim zadaniem będzie tłumaczenie gier. Już po chwili pierwsze ofiary, krótka porada co do gier i... sympatyczny pan z 3 dzieci wybiera... Owczy Pęd! Przekleństwo zeszłego tygodnia :) Parę razy tłumaczę też Cytadelę i Ghost Stories. Pojawia się coraz więcej znajomych osób. Pojawia się też gra, na którą wprost nie da się nie zwrócić uwagi. Krótki filmik i sama zasiadam na parę klaśnięć:

Kolejni niezdecydowani, kolejne porady, kolejne tłumaczenia - czas pędził, ale teraz chyba przyspieszył. Mamy już 18.00 i zaczyna się konkurs wiedzy o planszówkach. Standardowo - na początek test eliminacyjny:

Część konkurencji pozostała taka sama jak edycję temu - pytania komisarza przegrody, figuraki , Wits and Wagers, wyliczanki... Pojawiają się zabawy słowne - finaliści próbują ułożyć jak najwięcej słów z liter PIONEK oraz wypisać gry kończące się na te litery. Najfajniejszą a zarazem najtrudniejszą chyba dla uczestników nowością są zagadki Skanny. Utalentowana Wrocławianka gra na skrzypcach różne piosenki kojarzące się w jakiś sposób z planszówkami. Nie dla wszystkich są one oczywiste, ale jak można nie pokojarzyć z grami takich utworów jak:

Czy nie zorientować się wobec tytułu podanego bezpośrednio na tacy (smyczku?) ?

Świetnym pomysłem Wojtka są też zdjęcia z dzieciństwa - i tu również uczestnicy mieli spore trudności. Ale czyż podobieństwo nie jest uderzające?

Wynik jest tak wyrównany przez cały konkurs, że o zwycięstwie decyduje ostatnie pytanie:

Ostatecznie pierwsze miejsce uzyskali czerwoni - Westwood i Filippos, drugie: niebiescy - Kuba i Łukasz (lumay) a trzecie (tradycyjnie :) ) - mst i Silent, czyli zieloni.
Konkurs skończony, tak samo kończy się 1 dzień Pionka, za zadanie dostaję nadzór nad wyjściem do knajpy i opiekę nad Czechami - Petrem Murmakiem i Vlaadą Chvatilem. Trochę się boję - mój angielski nie jest najwspanialszy, a na dodatek jak ja sobie poradzę z tak znanymi ludźmi? Pakuję różne lekkie gry i ruszamy do Casa Austria. Na początek partia - Rythme and Boulet z utrudnionymi zasadami. Potem czas na Blefuj - Polacy mówią po czesku, Czesi po polsku :D Dosiadają się A2na i Russ i w międzynarodowym towarzystwie poznajemy grę Zendo. A dalej Guillotine (wersja niemiecka z polskimi podpisami, więc nadal jest edukacyjnie) i czeski prototyp Cool Tricks. Gdy w knajpie zostają tylko osoby nocujące w redakcji, zabieramy się do samochodu i ruszamy... nie, bynajmniej nie spać. A przynajmniej nie wszyscy - Widłak i Matti zostali na jeszcze jedno/parę piwek, Ania zawija się w śpiworek, a ja z Petrem, Vlaadą i Russem wsiadamy na motorówki i rozpoczynamy wyścig w Powerboats. Do tego Bluff, a gdy zostaje z Czechami sam na sam, Polowanie na Robale, Prawo dżungli i Kaker-Laken-Salad (Kwietak rządzi!). Vlaada i Petr nie dają się namówić na spanie - rozmawiamy, rysujemy, wreszcie wymyślamy nową grę - Cezex :P Z pliku z próbkami papieru różnej grubości znalezionego na jednej z półek należy wymacać jeden i podać jego gramaturę... Musi brzmieć jak totalny odlot, a my pękając ze śmiechu rozgrywamy aż 3 rundy. Wymyślamy też wersję zaawansowaną, w której do kompletu należy podać składający się z rzędu cyferek i literek kod rodzaju papieru, oraz dodatek - do odgadnięcia będzie także kolor (oczywiście na dotyk!). Poziom absurdu osiąga zenit a na zegarku już 5 - zarządzam leżakowanie - przed snem, krótka dyskusja o książkach (dowiaduję się, że pierwsze oficjalne wydanie Władcy Pierścieni po czesku pojawiło się dopiero w latach 90!!!), zasypiam z komórką Petra w rękach - pokazywaliśmy sobie planszówki jakie mamy w telefonach :P
Rano udaje się wstać całkiem sprawnie - łącznie z wyprawą po śniadanie - do MDK trafiamy równo na 10. Zdążę szybko zjeść i o 10.30 przejmuję Goorowe stanowisko akredytacyjne podczas gdy rozpoczyna się turniej Neuroshimy. Dziś pojawia się niewiele nowych osób - Farmfrit jest na tyle miły, że do łapek dostarcza mi Port Lotniczy, żebym się za bardzo nie nudziła. Obok przed szatnią rozpoczyna się turniej PitchCara, przyjeżdżają chłopaki z Kuźni Gier, co chwilę ktoś przystaje, by ze mną pogadać. Na chwilkę zmienia mnie Trzewik, ale zaraz znów przejmuję obowiązki i rozgrywam z siepem emocjonującą, 2 osobową partię Dominiona. Gdy wraca Goor, ponownie ruszam tłumaczyć, ale jakoś tak niewielu mam chętnych :( Pomagam tylko przy kilku tytułach, w między czasie nadrabiając fotograficzne braki. O 15.00 mamy rozdanie nagród za konkursy i losowanie nagród wśród uczestników - niby tam jestem i patrzę na losujące dzieci a jednak dzieje się coś zadziwiającego. Już po 17.00 - z Silentem, Trzewikiem, Bogasem i Piterkiem siedzimy w kuchni. Wszyscy są już zmęczeni i czekają aż gracze zaczną się zbierać do domów. Ja też długo zostać nie mogę. Zbieram rzeczy, żegnam się i razem z Senaszelem biegniemy na pociąg na 18.07. Po drodze spotykamy westwooda z dumą niosącego nagrody za pierwsze miejsce w konkursie wiedzy o planszówkach - Starcrafta i tablicę DeBeściak. Zwracam na nią uwagę a wtedy Tomek wstydliwie odwraca ją na drugą, białą stronę. - No co Ty? Nie chowaj, laski lecą na takie rzeczy - mówię z uśmiechem. Westwood podnosi tabliczkę do góry i macha nią kilka razy...
Może i jestem postrzelona, ale w ten weekend znalazło się prawie 300 osób, które potrafią to zrozumieć :D
ZDJĘCIA
Podziękowania:
- Przede wszystkim pozostałym Pomarańczowym - szczególnie tym odwalającym czarną robotę piętro niżej - aż mi głupio, że spokojnie chodziłam i tłumaczyłam planszówki, bo chociaż mogłam zobaczyć te wszystkie nowości i w Rythme and Boulet grałam...
- Ignacemu - za możliwość spania w redakcji i przydzielenie Czechów - przypomniały mi się harcerskie czasy i dawno nie miałam takiej głupawki
- Wojtkowi i Joli za konkurs - naprawdę świetnie opracowane pytania i wzorowa organizacja - pomagać przy tym - nawet udając zombiaka, to sama przyjemność
- Ani i Russowi za wieczór w knajpie
- Piterkowi za poznańskie narzekanie
- wszystkim osobom urozmaicającym mi dyżur na akredytacji - w szczególności - Farmfrit i siepu!
- Mattiemu i Widłakowi - fajne z Was chłopaki ;)
- Senaszelowi za czuwanie nad moim snem w drodze powrotnej
- mojemu Krzyśkowi, który skoordynował akcję nadrukową, dzięki czemu Pomarańczowi wystąpili w nowych, profesjonalnych koszulkach :*
Do MDK docieram przed wszystkimi umówionymi na piątek pomagierami. Pierwszy pojawia się Multidej - otwieramy salę 41 i zabieramy się do pracy. Po chwili docierają kolejne PomarańczKi oraz gość specjalny z Gdyni - Widłak. Chłopcy noszą stoły, dziewczynki tną, piszą i wieszają:
Powoli trzeba się z MDKu ewakuować - Ignacy odwozi mnie i Widłaka do redakcji portalu, o której u nas w Poznaniu (i pewnie nie tylko) krążą legendy. Część się potwierdza - klimat iście neuroshimowy, ale poza tym warunki super. No bo i łóżko jest (jedno, ale przypada przecież mi, jako osobnikowi XX), wrzątek, kubki i herbata są, ogrzewanie jest, a nawet ciepła woda! Na wielu wyjazdach harcerskich nie miałam takich luksusów jak tu! Do tego świadomość prestiżu miejsca, wszystkie te pudła gier, stosy czasopism - to onieśmiela i... czaruje. Wraz z Widłakiem próbujemy zaczarować grę Ghost Stories - nie wychodzi - duchy zjadają nas po kilku turach, więc by nie tracić więcej sił przed jutrzejszym dniem, idziemy spać.
W sobotę pada deszcz - całe szczęście przyjeżdża po nas Bors i w miarę sucho trafiamy na Barlickiego. Czuć już nerwową atmosferę - Tiju i Korzeń wpisują gry do laptopa, Goor ustawia swoje stanowisko z akredytacją, trzeba zorganizować szatnię, przygotowuje się też nowość na Pionku, czyli sklepik u Żyrafy, w którym nabyć będzie można m.in. pionkowe koszulki. Nie mogę się odnaleźć i z początku trochę przeszkadzam, ale biorę się w garść gdy przychodzą pierwsi Pionkowicze. Multi i Goor akredytacja i szatnia, Tiju i Korzeń wydawanie gier, Kornik - gry logiczne. Moim zadaniem będzie tłumaczenie gier. Już po chwili pierwsze ofiary, krótka porada co do gier i... sympatyczny pan z 3 dzieci wybiera... Owczy Pęd! Przekleństwo zeszłego tygodnia :) Parę razy tłumaczę też Cytadelę i Ghost Stories. Pojawia się coraz więcej znajomych osób. Pojawia się też gra, na którą wprost nie da się nie zwrócić uwagi. Krótki filmik i sama zasiadam na parę klaśnięć:
Kolejni niezdecydowani, kolejne porady, kolejne tłumaczenia - czas pędził, ale teraz chyba przyspieszył. Mamy już 18.00 i zaczyna się konkurs wiedzy o planszówkach. Standardowo - na początek test eliminacyjny:
Część konkurencji pozostała taka sama jak edycję temu - pytania komisarza przegrody, figuraki , Wits and Wagers, wyliczanki... Pojawiają się zabawy słowne - finaliści próbują ułożyć jak najwięcej słów z liter PIONEK oraz wypisać gry kończące się na te litery. Najfajniejszą a zarazem najtrudniejszą chyba dla uczestników nowością są zagadki Skanny. Utalentowana Wrocławianka gra na skrzypcach różne piosenki kojarzące się w jakiś sposób z planszówkami. Nie dla wszystkich są one oczywiste, ale jak można nie pokojarzyć z grami takich utworów jak:
Czy nie zorientować się wobec tytułu podanego bezpośrednio na tacy (smyczku?) ?
Świetnym pomysłem Wojtka są też zdjęcia z dzieciństwa - i tu również uczestnicy mieli spore trudności. Ale czyż podobieństwo nie jest uderzające?
Wynik jest tak wyrównany przez cały konkurs, że o zwycięstwie decyduje ostatnie pytanie:
Ostatecznie pierwsze miejsce uzyskali czerwoni - Westwood i Filippos, drugie: niebiescy - Kuba i Łukasz (lumay) a trzecie (tradycyjnie :) ) - mst i Silent, czyli zieloni.
Konkurs skończony, tak samo kończy się 1 dzień Pionka, za zadanie dostaję nadzór nad wyjściem do knajpy i opiekę nad Czechami - Petrem Murmakiem i Vlaadą Chvatilem. Trochę się boję - mój angielski nie jest najwspanialszy, a na dodatek jak ja sobie poradzę z tak znanymi ludźmi? Pakuję różne lekkie gry i ruszamy do Casa Austria. Na początek partia - Rythme and Boulet z utrudnionymi zasadami. Potem czas na Blefuj - Polacy mówią po czesku, Czesi po polsku :D Dosiadają się A2na i Russ i w międzynarodowym towarzystwie poznajemy grę Zendo. A dalej Guillotine (wersja niemiecka z polskimi podpisami, więc nadal jest edukacyjnie) i czeski prototyp Cool Tricks. Gdy w knajpie zostają tylko osoby nocujące w redakcji, zabieramy się do samochodu i ruszamy... nie, bynajmniej nie spać. A przynajmniej nie wszyscy - Widłak i Matti zostali na jeszcze jedno/parę piwek, Ania zawija się w śpiworek, a ja z Petrem, Vlaadą i Russem wsiadamy na motorówki i rozpoczynamy wyścig w Powerboats. Do tego Bluff, a gdy zostaje z Czechami sam na sam, Polowanie na Robale, Prawo dżungli i Kaker-Laken-Salad (Kwietak rządzi!). Vlaada i Petr nie dają się namówić na spanie - rozmawiamy, rysujemy, wreszcie wymyślamy nową grę - Cezex :P Z pliku z próbkami papieru różnej grubości znalezionego na jednej z półek należy wymacać jeden i podać jego gramaturę... Musi brzmieć jak totalny odlot, a my pękając ze śmiechu rozgrywamy aż 3 rundy. Wymyślamy też wersję zaawansowaną, w której do kompletu należy podać składający się z rzędu cyferek i literek kod rodzaju papieru, oraz dodatek - do odgadnięcia będzie także kolor (oczywiście na dotyk!). Poziom absurdu osiąga zenit a na zegarku już 5 - zarządzam leżakowanie - przed snem, krótka dyskusja o książkach (dowiaduję się, że pierwsze oficjalne wydanie Władcy Pierścieni po czesku pojawiło się dopiero w latach 90!!!), zasypiam z komórką Petra w rękach - pokazywaliśmy sobie planszówki jakie mamy w telefonach :P
Rano udaje się wstać całkiem sprawnie - łącznie z wyprawą po śniadanie - do MDK trafiamy równo na 10. Zdążę szybko zjeść i o 10.30 przejmuję Goorowe stanowisko akredytacyjne podczas gdy rozpoczyna się turniej Neuroshimy. Dziś pojawia się niewiele nowych osób - Farmfrit jest na tyle miły, że do łapek dostarcza mi Port Lotniczy, żebym się za bardzo nie nudziła. Obok przed szatnią rozpoczyna się turniej PitchCara, przyjeżdżają chłopaki z Kuźni Gier, co chwilę ktoś przystaje, by ze mną pogadać. Na chwilkę zmienia mnie Trzewik, ale zaraz znów przejmuję obowiązki i rozgrywam z siepem emocjonującą, 2 osobową partię Dominiona. Gdy wraca Goor, ponownie ruszam tłumaczyć, ale jakoś tak niewielu mam chętnych :( Pomagam tylko przy kilku tytułach, w między czasie nadrabiając fotograficzne braki. O 15.00 mamy rozdanie nagród za konkursy i losowanie nagród wśród uczestników - niby tam jestem i patrzę na losujące dzieci a jednak dzieje się coś zadziwiającego. Już po 17.00 - z Silentem, Trzewikiem, Bogasem i Piterkiem siedzimy w kuchni. Wszyscy są już zmęczeni i czekają aż gracze zaczną się zbierać do domów. Ja też długo zostać nie mogę. Zbieram rzeczy, żegnam się i razem z Senaszelem biegniemy na pociąg na 18.07. Po drodze spotykamy westwooda z dumą niosącego nagrody za pierwsze miejsce w konkursie wiedzy o planszówkach - Starcrafta i tablicę DeBeściak. Zwracam na nią uwagę a wtedy Tomek wstydliwie odwraca ją na drugą, białą stronę. - No co Ty? Nie chowaj, laski lecą na takie rzeczy - mówię z uśmiechem. Westwood podnosi tabliczkę do góry i macha nią kilka razy...
Może i jestem postrzelona, ale w ten weekend znalazło się prawie 300 osób, które potrafią to zrozumieć :D
ZDJĘCIA
Podziękowania:
- Przede wszystkim pozostałym Pomarańczowym - szczególnie tym odwalającym czarną robotę piętro niżej - aż mi głupio, że spokojnie chodziłam i tłumaczyłam planszówki, bo chociaż mogłam zobaczyć te wszystkie nowości i w Rythme and Boulet grałam...
- Ignacemu - za możliwość spania w redakcji i przydzielenie Czechów - przypomniały mi się harcerskie czasy i dawno nie miałam takiej głupawki
- Wojtkowi i Joli za konkurs - naprawdę świetnie opracowane pytania i wzorowa organizacja - pomagać przy tym - nawet udając zombiaka, to sama przyjemność
- Ani i Russowi za wieczór w knajpie
- Piterkowi za poznańskie narzekanie
- wszystkim osobom urozmaicającym mi dyżur na akredytacji - w szczególności - Farmfrit i siepu!
- Mattiemu i Widłakowi - fajne z Was chłopaki ;)
- Senaszelowi za czuwanie nad moim snem w drodze powrotnej
- mojemu Krzyśkowi, który skoordynował akcję nadrukową, dzięki czemu Pomarańczowi wystąpili w nowych, profesjonalnych koszulkach :*
3 komentarze:
Super relacja :) wszyscy jesteśmy postrzeleni, ale Ty rzeczywiście nieco celniej niż średnia ;-D
Bardzo celnie ujete ;) Poczulem sie prawie jakbym byl na Pionku :)
Wielki szacun Kasiu ;)
Dziękuję :)))
Prześlij komentarz