Rozochoceni różnymi wcześniejszymi planszówkowymi wyjazdami Poznaniacy nie mogli wręcz odpuścić sobie kolejnej ciekawie zapowiadającej się imprezy, a mianowicie drugiej edycji wrocławskiej Gratislavii. Termin przypasował aż dziewięciu osobom. Pierwsza część dotarła do Wrocławia już w piątek wieczorem, ja i Cyryl zabraliśmy się z drugą partią z samego rana w sobotę.
Na miejsce trafiliśmy bez zbędnego kluczenia po mieście - pomógł nam banner wiszący tuż przy wejściu - parkujemy i już po kilku schodach oraz metrach korytarza jesteśmy na miejscu. Rejestracja, identyfikator (dzięki wc!) i ruszamy! Ku mojemu zdziwieniu sal jest kilka, w każdej kilka gier, a przy nich pierwsi gracze.
Miło zobaczyć planszówkowych znajomych, zwłaszcza poznać nowych, dotąd kojarzonych jedynie z forumowymi avatarami :) W myśl tego odczucia wraz z olimpią, memnosem (nasz poznańsko-wrocławski eksport) i LostLucasem zasiadam do swojej pierwszej we Wrocławiu gry - Caylusa. Maks zagaduje nas w sprawie Kniziathonu, więc po zakończeniu rozgrywki przenosimy się do sali obok spróbować swoich sił. Nie jestem wielką fanką gier Reinera Knizii, ale ten turniej to okazja do poznania kolejnych pozycji tego autora i próby zmiany zdania :) Po kolei gram więc w High Society, En Garde, Blue Moon City, Przez pustynię i Kingdoms. Mimo niesamowitej różnorodności gier (czasem trudno uwierzyć, że wszystko to wymyśliła jedna osoba!) stwierdzam, że Knizia nie nadaje się na mojego ulubionego autora. Podczas gdy inni będą kontynuować rozgrywki w drodze do zwycięstwa, ewakuuję się z pokoju na mały spacer. Spotykam dwie zagubione świeżynki, z którymi po małej wędrówce po salach siadamy do Manili. Grają z nami też Krzysiek z Wiktorią, która bezlitośnie, choć z całą niewinnością blondaniołka ogrywa naszą czwórkę...

Koniec 1 dnia już blisko - dobrym pomysłem jest więc Finito. Tuż przed 20 następuje rozdanie nagród za Kniziathon.
Miło zobaczyć planszówkowych znajomych, zwłaszcza poznać nowych, dotąd kojarzonych jedynie z forumowymi avatarami :) W myśl tego odczucia wraz z olimpią, memnosem (nasz poznańsko-wrocławski eksport) i LostLucasem zasiadam do swojej pierwszej we Wrocławiu gry - Caylusa. Maks zagaduje nas w sprawie Kniziathonu, więc po zakończeniu rozgrywki przenosimy się do sali obok spróbować swoich sił. Nie jestem wielką fanką gier Reinera Knizii, ale ten turniej to okazja do poznania kolejnych pozycji tego autora i próby zmiany zdania :) Po kolei gram więc w High Society, En Garde, Blue Moon City, Przez pustynię i Kingdoms. Mimo niesamowitej różnorodności gier (czasem trudno uwierzyć, że wszystko to wymyśliła jedna osoba!) stwierdzam, że Knizia nie nadaje się na mojego ulubionego autora. Podczas gdy inni będą kontynuować rozgrywki w drodze do zwycięstwa, ewakuuję się z pokoju na mały spacer. Spotykam dwie zagubione świeżynki, z którymi po małej wędrówce po salach siadamy do Manili. Grają z nami też Krzysiek z Wiktorią, która bezlitośnie, choć z całą niewinnością blondaniołka ogrywa naszą czwórkę...

Koniec 1 dnia już blisko - dobrym pomysłem jest więc Finito. Tuż przed 20 następuje rozdanie nagród za Kniziathon.
Ruszamy zbiorowo do knajpy - tubylcy prowadzą nas przez mosty i kościoły. Jest ślicznie. W Gruzińskim Chaczapuri chaos i zamieszanie, zanim dostaniemy coś do jedzenia rozgrywamy kolejnych pare rundek Finito.
Ok. 22 razem z Markiem (Senaszelem) ruszamy do naszych gospodarzy - Ani (a2na) i Russa .To zaledwie 5 minut drogi od rynku. Przed snem, w przesympatycznej atmosferze rozegramy jeszcze partyjkę Blokus i Mozaiki :)
Mozaiką zaczynamy również, tuż po śniadaniu dzień następny. Potem partia Pędzących żółwików zdobytych przez Russa w Kniziathonie i sami pędzimy do Instytutu Matematyki. Stwierdzam, że na dobry początek dnia potrzebna mi Agricola. Ragozd obala to twierdzenie 48 do 34 :( Za to Horror Room wpływa pozytywnie na cyrylową twórczość i ujawnia się hrabia Cyrula :D

Ruszam na turniej gier logicznych - Trax, Blokus, Hej, to moja ryba!, Kogworks i Abalone = cztery razy 0 i jedna podarowana 1 :( Zbyt sprytna nie jestem. Pocieszam się, że lekarz to nie matematyk. Zresztą bawię się nieźle, najlepszy jest Abalone rozgrywany z Moniką (monga) i jej małą Kasią :))) W ciągu całej gry do odwrócenia uwagi od superfajnych biało-czarnych kuleczek używamy - książeczki, chrupek, ciasteczek, Quarto, Traxa, moich bransoletek (jedna ginie bohaterską śmiercią), korali i oczywiście Cyryla. Fajnie jest mieć dzieci. Tak na godzinkę lub dwie...
Jest 16, okazuje się, że mój poznański transport już planuje wyjazd - czacha mi dymi, dodatkowo perspektywa kolejnego tygodnia zajęć na 7.30... decyzja jest niemal oczywista. Żegnam się ze wszystkimi i wyruszamy do domu.
Choć cały wyjazd odebrałam z mniejszą dozą emocji niż Pionka to miło było we Wrocławiu :) Moim błędem było zamknięcie się przez oba dni w dość wyspecjalizowanych i wymagających czasu turniejach. Dodatkowy podział na kilka sal i rozdzielenie na nie 100ki gier sprawiły sprawiły, że ogrom imprezy i ilość przyciągniętych osób dotarły do mnie z lekkim opóźnieniem. Fajne przygotowane miejsce (oprócz Horror Roomu była też salka z łamigłówkami i stoiska z grami), plakaty, banner, identyfikatory, zróżnicowane gry, świetni sponsorzy (cukierki od Odry pozwoliły mi utrzymać właściwy poziom glukozy przez cały dzień bez tracenia czasu na obiad :) ) dostosowane do różnych grup i zainteresowań konkursy (powalająca liczba najmłodszych uczestników też miała szanse się wykazać, np. w turnieju Hej, to moja ryba!), przemiła obsługa (która chętnie prezentowała nie tylko gry, ale też swoje miasto) ... Organizatorom należą się brawa. I to na stojąco.
Podziękowania:
- Ani i Russowi za gościnę, ciekawe rozmowy i turniej gier logicznych
- Monice i Kasi za Abalone
- wszystkim niebieskim koszulkom za otwartość, nietylko planszówkową pomoc (pisaki, nożyczki, taśma :P), fajne pomysły i wzorową realizację
- wszystkim osobom, z którymi udało mi się zagrać lub porozmawiać
Trochę więcej zdjęć TU
Ok. 22 razem z Markiem (Senaszelem) ruszamy do naszych gospodarzy - Ani (a2na) i Russa .To zaledwie 5 minut drogi od rynku. Przed snem, w przesympatycznej atmosferze rozegramy jeszcze partyjkę Blokus i Mozaiki :)
Mozaiką zaczynamy również, tuż po śniadaniu dzień następny. Potem partia Pędzących żółwików zdobytych przez Russa w Kniziathonie i sami pędzimy do Instytutu Matematyki. Stwierdzam, że na dobry początek dnia potrzebna mi Agricola. Ragozd obala to twierdzenie 48 do 34 :( Za to Horror Room wpływa pozytywnie na cyrylową twórczość i ujawnia się hrabia Cyrula :D

Ruszam na turniej gier logicznych - Trax, Blokus, Hej, to moja ryba!, Kogworks i Abalone = cztery razy 0 i jedna podarowana 1 :( Zbyt sprytna nie jestem. Pocieszam się, że lekarz to nie matematyk. Zresztą bawię się nieźle, najlepszy jest Abalone rozgrywany z Moniką (monga) i jej małą Kasią :))) W ciągu całej gry do odwrócenia uwagi od superfajnych biało-czarnych kuleczek używamy - książeczki, chrupek, ciasteczek, Quarto, Traxa, moich bransoletek (jedna ginie bohaterską śmiercią), korali i oczywiście Cyryla. Fajnie jest mieć dzieci. Tak na godzinkę lub dwie...
Jest 16, okazuje się, że mój poznański transport już planuje wyjazd - czacha mi dymi, dodatkowo perspektywa kolejnego tygodnia zajęć na 7.30... decyzja jest niemal oczywista. Żegnam się ze wszystkimi i wyruszamy do domu.
Choć cały wyjazd odebrałam z mniejszą dozą emocji niż Pionka to miło było we Wrocławiu :) Moim błędem było zamknięcie się przez oba dni w dość wyspecjalizowanych i wymagających czasu turniejach. Dodatkowy podział na kilka sal i rozdzielenie na nie 100ki gier sprawiły sprawiły, że ogrom imprezy i ilość przyciągniętych osób dotarły do mnie z lekkim opóźnieniem. Fajne przygotowane miejsce (oprócz Horror Roomu była też salka z łamigłówkami i stoiska z grami), plakaty, banner, identyfikatory, zróżnicowane gry, świetni sponsorzy (cukierki od Odry pozwoliły mi utrzymać właściwy poziom glukozy przez cały dzień bez tracenia czasu na obiad :) ) dostosowane do różnych grup i zainteresowań konkursy (powalająca liczba najmłodszych uczestników też miała szanse się wykazać, np. w turnieju Hej, to moja ryba!), przemiła obsługa (która chętnie prezentowała nie tylko gry, ale też swoje miasto) ... Organizatorom należą się brawa. I to na stojąco.
Podziękowania:
- Ani i Russowi za gościnę, ciekawe rozmowy i turniej gier logicznych
- Monice i Kasi za Abalone
- wszystkim niebieskim koszulkom za otwartość, nietylko planszówkową pomoc (pisaki, nożyczki, taśma :P), fajne pomysły i wzorową realizację
- wszystkim osobom, z którymi udało mi się zagrać lub porozmawiać
Trochę więcej zdjęć TU
1 komentarze:
skudi = a2na
dzięki dzięki za wizytę - polecamy się na przyszłość
Prześlij komentarz