środa, 10 września 2008

8.Pionka Dzień Pierwszy - 6 wrzesień 2008

Na te dwa dni czekałam od czerwca, a dokładniej od 7 czerwca kiedy wróciłam do domku po pierwszym dla mnie a 7 z kolei Pionku. Do Pionka nr 8 wydarzyło się dość sporo, m.in. zaciągnęłam się do Pomarańczowych Koszulek co tym bardziej zwiększyło mój apetyt na Gliwice - jak to wszystko wyszło?

Los sprawił, że na miejsce musiałam się jakoś dostać z Kielc - z pomocą przybył ragozd, który postanowił nadłożyć trochę drogi w swojej podróży z Warszawy - po wyruszeniu z Wawy z costim, w Radomiu zasamochodował Dominika (vappor) i Bartka (BMC) a w CK dosiadłam się ja i Cyryl. Rzadko jeżdżę samochodem, zwłaszcza jeśli chodzi o długie trasy (ostatnio chyba wracałam z Mazurconu z rokterem i zorką), mimo to normalna jazda nie sprawia mi problemów... Ale czy normalnym można nazwać ciągnięcie wiele powyżej ograniczenia prędkości, wyprzedzanie na podwójnej ciągłej czy nadużywanie kombinacji gaz-hamulec? Efekt był taki, że w momentach krytycznych krzyczałam, a chłopaki się cieszyli... podobno było to urocze... dla nich... bo dla mnie raczej straszne. By zniwelować lęk zajęłam się kompulsywnym jedzeniem - poszła gruszka, jagodzianki i brioszka. Chłopakom też się dostało, kierowcę postanowiłam karmić z ręki żeby choć trochę uspokoił swoje zapędy, ale niestety niewiele to pomogło.
video
W końcu dojechaliśmy do Tiffany - z początku miło było zobaczyć znane już miejsce. W restauracyjce na dole spotykam pierwszego pionkowicza - Browariona, dowiaduję się że reszta poznaniaków też już przyjechała i ruszyła do MDKu. Okazuje się, że pani nie ma dla nas pokoju, taką samą sytuację mieli wczoraj demnogonis, akakus i Senaszel - zamiast 3ki dostali 2 x 2kę, Ponieważ nie za bardzo potrafię skupić myśli na niczym innym niż chęć jak najszybszego dotarcia na Pionka sprawę zostawiam do załatwienia moim współspaczom - ragozdowi i costiemu. Ucinam miłą pogawedkę z Browarionem, do którego po krótkiej naradzie przenosimy nasze bagaże. Napięcie rośnie - etap zakwaterowania mamy z głowy - czas dostać się do MDKu! Na parkingu poznaję ekipę z Warszawy - yosza, Agnieszkę, Pawła i Krzyśka i to z nimi dojeżdżam na Barlickiego.
video

Nie jestem pewna czy pierwszą wytłumaczoną przeze mnie grą była Władca pierścieni: Konfrontacja czy Cash n Guns - przy obu nieźle się stresowałam mimo tego, że zasady musiałam przekazać tylko jednej osobie. Podczas Konfrontacji z ragozdem dołącza się do nas pani z radia, której grzecznie opisuję, iż gra osadzona jest w klimatach tolkienowskiej trylogii, jeden gracz kontroluję drużynę pierścienia podczas gdy drugi wysłanników Saurona i Sarumana. Przesuwając swoje figury na planszy (przeciwnik nie wie który pion symbolizuje którą postać) według warcabopodobnych zasad (tylko do przodu) doprowadzamy do konfrontacji postaci, z których każda ma inną siłę i umiejętność. Wygrywa się poprzez osiągnięcie indywidualnego dla każdej strony celu - dostarczenie pierścienia/ Froda do Mordoru, bądź unicestwienie Froda lub zajęcie Shire 3 czarnymi figurami.

Przy Cash n Guns cierpliwie wysłuchuje mojej tłumaczeniowej tyrady Wojtek wc - reszta ekipy reguły już zna, mam nadzieję , że pójdzie w miarę dobrze.

Jakoś dzieję się tak, że Yatzek proponuje rozgrywkę, w którąś z przywiezionych ze sobą samoróbek, wybór pada na Wabash Canonball - wspaniałe wykonanie, nawet góry na planszy zostały obrazowo uwypuklone :P Ogólnie w grze nabywamy akcje różnych firm co pozwala im na rozwój i rozbudowę linii kolejowej do Chicago. Jako udziałowcy sami wybieramy przebieg tras tak by jeszcze bardziej zwiększyć dochody i prestiż firmy a wszystko po to by w fazie wypłat zarobić jak najwięcej pieniędzy, bo właśnie największa fortuna jest warunkiem zwycięstwa. Zresztą posłuchajcie jak tłumaczy Yatzek.

video
Wojtek wc odkrywa ukryty potencjał gry.

video
Następnie trafia mi się rozgrywka w Boomtown - klimaty dzikiego zachodu i gold rush. Gracze licytują kto będzie pierwszy miał prawo wyboru jednej z wyłożonych kart - wśród których znajdują się kopalnie złota i karty specjalne. Po wygranej gracz zamiast oddawać pieniądze do banku przekazuje je graczowi po prawej, który zatrzymuje połowę i na tych samych zasadach puszcza dalej w prawo. Wybór kart odbywa się w normalną stronę - wg wskazówek zegara. Następnie podobnie jak w Osadnikach rzut kostką określa, które kopalnie przynoszą dochody. Do tego jeszcze kwestia gubernatora i to już chyba wszystkie najważniejsze zasady Boomtown, w którym znów wygrywa osoba z największym majątkiem.

W którymś momencie, między szybką partią Blokusa, a tłumaczeniem i rozgrywką Mykerinos zachodzę do pomarańczowego stolika przy wejściu gdzie na jaw wychodzi jak bardzo zaniedbuję swe pomarańczowe obowiązki. W porównaniu z listą multiego, lista gier które wytłumaczyłam jest śmiesznie mała :( Ruszam do boju i... zaciągam się do partii Rheinlandera :) tłumaczy oczywiście multi :) W grze zajmujemy nadreńskie tereny wystawiając swoje znaczniki dzięki kartom lub rozwijając już istniejące księstwo. Dodatkowo możemy przejmować kontrolę nad miastami i klasztorami oraz zasadzać się na tereny innych graczy - w tym momencie o tym kto włada księstwem decyduje ilość posiadanych terenów = wystawionych znaczników w dwóch łączących się królestwach. Postanawiam nie wychylać się i rozwijać małe księstewka na terenach mało atrakcyjnych dla innych graczy oraz przejąć władzę nad kościołem - udaję się ! Na koniec gry mam najwięcej ksiąstewek = największą liczbę diuków co razem z faktem bycia arcybiskupem pozwala na zwycięstwo.

Wracam do stolika pomarańczowych, multi głowi się nad przypominającą lotnisko kwadratową planszą układając na niej przezroczyste tetrisy. Łamigłówką tą jest Port Lotniczy - klocki trzeba położyć na planszę nie tylko tak by ładnie do siebie pasowały, lecz by znajdujące się na nich samoloty ułożyły się tylko na prostych pasach startowych. Dodatkowo gdy na pasie mamy 2 lub więcej samolocików, nie mogę one jechać w tą samą stronę. Przejmuję zagadkę słysząc od multiego że to poziom zaawansowany i lepiej zacząć od czegoś prostszego - nie ma głupich, myślę, wiewiórki sprytne są i damy sobie radę od razu na wyższym poziomie... po pół godziny męczenia się przerywanego informowaniem wszelkich zainteresowanych co do reguł Portu Lotniczego, ruszam w teren pomagać zagubionym pionkowiczom i trafiam na... Maniki!

video

W międzyczasie dostaję od demnogonisa informację, że po mnie nad planszą do Portu Lotniczego zasiadł siepu i łamigłówkę rozwiązał w minut 5...
Wracam na stanowisko pracy, gdzie goor namawia 2 nieświadomych ludzi na grę robiącą ała:

video

Już niedługo konkurs! Wc zaproponował mi recytowanie rokterowych wierszyków a ja pomimo tremy zgodziłam się podjąć wyzwanie. Chyba z tych wszystkich emocji zaczyna boleć mnie głowa, hałas i światło tylko to potęgują a w brzuszku robi się mało przyjemne bul bul - diagnoza prosta - jak szybko czegoś z tym nie zrobię dopadnie mnie migrena :( Zasiadam do pizzowej wspólnoty Filipposa i Zielu, z migrenowego braku apetytu połykam tylko kilka kęsów resztę pakując na później i na razie zadowalając się prochami dostarczonymi przez wc.

Konkurs rusza od eliminacji = testu. Pytania wymagają szerokiej wiedzy z nie tylko planszówkowego zakresu.

video

Każda biorąca udział 2osobowa ekipa po zakończeniu pisania otrzymuje pracę innej grupy i następuje zbiorowe sprawdzanie i punktowanie.

Pytanie 1:

video

Pytanie 2:
video

Pytanie 3:
video

Pytanie 4:
video

Pytanie 5:
video

Eliminacje wyłaniają 5 ekip, które uzyskując najwięcej punktów w teście przechodzą do finału.

Finalistom naklejam kolorowe kropy i tak mamy: niebieskich - steady i samura, żółtych - draco i miras23, pomarańczowych - bogas i kwiatosz zielonych - silent i mst (grający równolegle w Konfucjusza) oraz czerwonych - westwood i Filippos.
















Organizatorzy konkursu stanęli na wysokości zadania i poza zaawansowanymi plastycznie pomocami konkursowymi, np. specjalną tablicą punktacji, przygotowali wiele niebanalnych konkurencji. Oprócz standardowych pytań o gry (pytania komisarza przegrody) - z czterech wywieszonych gier drużyna wybiera jedną (można było też na ślepo) po czym odpowiada na pytanie jej dotyczące - finaliści mierzą się m.in. z szaleństwami Uika.
Należy odgadnąć tytuł gry na podstawie rekwizytu - koło zębate, banan, jajko, cegła a nawet sam uiek po charakteryzacji:
video

Dużo radości dostarczają też figuraki - urodziwa hostessa zgarnięta z widowni prezentuje wyginając się na przedziwne sposoby ilustracje z pudełek różnych gier.

video

Ciekawym urozmaiceniem są wierszyki przygotowane przez naszego poznańskiego prezesa - roktera. Dodatkowo do odgadnięcia są loga wydawnictw - każda drużyna musi podać nazwy 6 firm wydających gry na podstawie ich logotypów oraz wymienianki 5 - pytania z cyklu wymień 5 gier. Z pytań o ciekawostki oprócz wymienienia tytułów gier w 3 językach, 10 gier z kostkami, 10 bez kostek, trzeba znaleźć na sali i podać prowadzącemu do ręki 3 gry Wolfganga Kramera :D

Pomiędzy kategoriami rozgrywane są rundy Wits and Wagers, czyli liczbowe pytania dla wszystkich np. o liczbę postów napisanych przez Nataniela, czy o najniższe miejsce w rankingu BGG, które zajmuje Spiel des Jahres. Punkt otrzymuje drużyna trafiająca najbliżej prawdy. Tradycyjnie pojawia się też kategoria 4 pierwsze płyty Led Zeppelin - czyli pytania niezwiązane bezpośredno z grami a w niej pytania o cuda świata, plagi egipskie, ciąg 1-3-6-10-15, wielki szlem i operację overlord czyli desant w Normandii :D

Konkurs zaledwie jednym punktem wygrywa drużyna pod wezwaniem jedynego słusznego w Gliwicach koloru :) czyli pomarańczowi!


Konkurs dobiega końca w momencie gdy przychodzi pora na opuszczenie MDKa i wyruszenie na integrację do pizzerii Capri. Wraz z paroma innymi osobami ruszamy za Korzeniem do Capri. Zasiadam w zarezerwowanej dla nas salce na zapleczu gdzie wprawdzie klimatyzacja znikoma (przez co część postanawia pozostać na zewnątrz) ale po przeniesieniu się jeszcze bardziej w głąb lokalu towarzystwo nawiewającego pudła sprawia, że siedzi się całkiem znośnie. Ba! w takim towarzystwie siedzi się fantastycznie! Zaczynamy rozmawiać, planszówkować, niewiele potrzeba by ruszyły dowcipy. Tutaj rządzi Mateusz - większość kawałów zaczyna się od słów "Dwóch pedałów..." więc co chwilę, znad Seeraubera, Blefuja i Saboteura rewanżuję się moimi z początkiem na "Przychodzi facet do burdelu..." :D

Podczas partii Seerauber wpada mi pomysł na kolejne cyrylowe zdjęcie. Wyciągam nożyczki, kolczyk, agrafki, przydaję się znaleziona na miejscu gazeta. Oto efekt:
W samej grze poprzez budowanie stosików - grup piratów zajmujemy statki i zdobywamy zgromadzone na nich pieniądze i skarby. Trzeba tak wymanewrować by w abordażu brała udział jak największa i najsilniejsza grupa naszych piratów i jak najmniejsza i najsłabsza grupa piratów przeciwników, z którymi trzeba się będzie podzielić łupami. Pozostali, biorąc pod uwagę zaangażowanie zdjęciowe, chyba zbytnio lekceważą mnie jako konkurenta do wygranej, dzięki czemu to właśnie moi piraci okazują się na koniec najbardziej majętni :)

Jest wesoło, zwłaszcza gdy multi podpatruje blefujowe karty Silenta a Matti animuje kolejnych homoseksualistów, ale czas zbierać się do Tiffany. Zwłaszcza, że wszyscy pozostali dawno już wrócili... Całe szczęście w pieszym powrocie towarzyszy mi Piotro z którym wymieniamy się informacjami rodem ze spotkań AA - od jak dawna? jak się zaczęło? ile razy w tygodniu? jak dużo straciło się pieniędzy i czasu?

Na miejscu w salce konferencyjnej granie kwitnie! Jest nas więcej niż 3 miesiące temu kiedy po 4 osoby grały w Goa i Stone Age. Ragozd, akakus i costi już czekają na mnie z Brassem - moja druga rozgrywka i miejsce też drugie, ale gra ta wspaniale kończy wieczór po wspaniałym dniu. Ok. 2-3 kładę się spać z pytaniem co przyniesie kolejny i niestety ostatni już dzień 8.Pionka...

CDN

2 komentarze:

samur pisze...

Świetna relacja :) Z niecierpliwością czekam na kolejną część relacji :)

No i do następnego Pionka! :)

Ragozd pisze...

Zagadka tematyczna - co leci w tle ujec z samochodu (chodzi o muzyke)? Nagroda - piwo Wojak. Podpowiedz - marka piwa ma znaczenie. Osoby jadace ze mna proszone o dyskrecje.