Drugi dzień w Gliwicach zaczął się dla mnie ok. 8 - 8.30 rano wraz ze dźwiękiem budzika. Po głębszej analizie dochodzę do wniosku, że moja wymarzona Pomarańczowa Koszulka, z powodu panujących wczoraj upałów, nie nadaje się dziś zbytnio do ponownego użycia. Całe szczęście pomarańczowy to Mój kolor i szybko znajduje zastępstwo. Teraz już tylko przepakowanie i schodzimy na dół na śniadanie. Jak 3 miesiące temu, decyduję się na kiełbaskę a pozostali pionkowicze sprawiają, że zjem ją jednocześnie wysadzając krowy na polu minowym - to Senaszel inicjuje AtoMUUwki :D
W miłym towarzystwie czas płynie szybko i nagle okazuje się, że to już 9.30! A ja zobowiązałam się goorowi być już koło 9... Przepakowuję bagaże do auta akakusa i ruszam na Barlickiego. Dzięki podwózce samochodem na miejsce docieram o 9.55 - goor z uśmiechem wybacza mi spóźnienie, gdy dorzuca "słoneczko" przestaję się martwić moim rozstrzepaniem (żeby mi to w krew nie weszło!) i zabieram się za filmik :)
Na razie ludzi jest niewiele i przy pomarańczowym stoliku nie ma za bardzo co robić, wspaniałe warunki by nakręcić kolejny film:
Patrząc na drabinę nagród człowiekowi naprawdę może zacząć cieknąć ślinka. Postanawiam wystartować w konkursie Neuroshimy HEX - była to jedna z pierwszych planszówek w mojej kolekcji - w stare wydanie, z różnymi fanowskimi armiami kiedyś grywałam długo i namiętnie, więc może się uda! Pierwsze spotkanie to konfrontacja mojej Hegemonii z Molochem kontrolowanym przez Darka. Szybko zdobywam znaczącą przewagę, jednak na końcu przez jeden głupi ruch (złe rozmieszczenie modułu ruchu i zapomnienie o jednym paskudnym sieciarzu) przegrywam jednym punktem. By się troszkę pocieszyć wieszczę Darkowi, że teraz to już ma prostą drogę do finału :)
Najwyższy czas zacząć tłumaczenie gier - trafia się ekipa totalnie nieskalana jeszcze Cash n Guns, odrabiam obiecane tłumaczenie Caylus Magna Carta. Miło jest witać ludzi na wejściu, pomagać im w wyborze gry, znajdować brakujące składy do rozgrywek. Po jakimś czasie zostaje namówiona (no dobra, specjalnie się jakoś nie opierałam :P) na partyjkę Galaxy Truckera. Na początku mnogość elementów i ich wykonanie inspiruję mnie do kolejnego zdjęcia z Cyrylem:
Najwyższy czas zacząć tłumaczenie gier - trafia się ekipa totalnie nieskalana jeszcze Cash n Guns, odrabiam obiecane tłumaczenie Caylus Magna Carta. Miło jest witać ludzi na wejściu, pomagać im w wyborze gry, znajdować brakujące składy do rozgrywek. Po jakimś czasie zostaje namówiona (no dobra, specjalnie się jakoś nie opierałam :P) na partyjkę Galaxy Truckera. Na początku mnogość elementów i ich wykonanie inspiruję mnie do kolejnego zdjęcia z Cyrylem:
Postanawiam już dziś poważnie z graniem się ograniczyć - pomagam za to wyjaśniając zasady do nauczonego wczoraj Boomtown, są chętni na King me!, Manoeuvre, Flix Mix, Żółwiki... W międzyczasie draco proponuje pojedynek jeden na jeden w Ligretto Fußball - zgadzam się pod warunkiem, że nie będziemy opuszczać pomarańczowego stolika, ale nawet jego moc nie pomaga mi uniknąć porażki. Proponuję rozgrywkę rewanżową na większe drużyny i tak wciągamy do zabawy yosza i Agnieszkę :) Na rozgrywkę jeden na jeden namawia mnie też Zielu i także z łatwością rozkłada mnie na łopatki, tym razem polegam na Ubongo Das Duell.
Wybija 16 i Ignacy nagle prosi scenę wszystkie Pomarańczowe Koszulki - okazuje się, że w tym roku jest tyle nagród, że my też możemy sobie coś wybrać! Jestem wzruszona i z radością przyjmuje egzemplarz Santy Anno (no dobra wc, przejrzałeś mnie już na miejscu, z góry wiedziałam, że będą nagrody i tylko dlatego zostałam PomarańczKą :P).
Teraz na scenę wchodzą finaliści wszystkich konkursów - logicznego, carroma, pitchcara, NS Hex, wiedzy o planszówkach. Każdy wybiera sobie nagrodę z drabiny. Bogas i kwiatosz otrzymują także pamiątkowe tablice rejestracyjne:
Na drabinie zostaje jeszcze trochę nagród, które w wyniku różnych kryteriów wędrują w świat - wc zadaje pytania, które nie zostały wykorzystane w konkursie (figuraki i poezja roktera), Ignacy ma troszkę inne metody:
Ostatnie 2h mijaja w tempie ekspresowym - nagle ekip, którym trzeba pomóc z tłumaczeniem jest za dużo jak na moje skromne możliwości - jednej prawie totalnie świeżynkowoplanszówkowej trójce proponuję Boomtown (próbuję znaleźć im więcej chętnych graczy na tą grę, ale wszyscy odmawiają, przez co moja ekipa trochę traci zaufanie, co do takiej jak mówiłam fajności tej gry :P), grupka facetów prosiła o pomoc przy Pandemic, ragozd, costi, Veri i Beata czekają na obiecane wprowadzenie do Rice Wars. Dodatkowo dojeżdża pizza, którą na dzisiejszy obiad załatwił Kacper. Jakoś radzę sobie z pogodzeniem wszystkiego, wracam do ekipy boomtownowej a oni w stadium rozgrywki początkowej - co się stało? - pytam - to naprawdę super gra! zaczęliśmy jeszcze raz :)
Pandemicowcy już skończyli, trochę mniej zadowoleni, dostali w tyłek od epidemii na poziomie łatwym, szukają czegoś gdzie nie będzie kooperacji - pytam czy może być coś z antykooperacją, wręcz z jawnym przyczynianiem się do nieszczęścia współgraczy? Zaskoczyło - z łapanki dobieram piątego i tłumaczę Mall of Horror.
Grupka nastolatków szuka czegoś podobnego do Samuraia, NS Hex też im sie podobała. Już wybieram i proponuję parę gier, gdy okazuje sie, że do końca mamy już tylko 30 minut :((( Dzięki pomocy goora chłopaki zasiadają nad Hej, to moja ryba! a kiedy skończą dam jeszcze radę namówić ich na Ligretto Fußball - kupa śmiechu niezmącona nawet tym, że próbowali mówić do mnie per pani :P
Niestety powoli zaczynają się inne gry - goor bawi się w Składaj Krzesła inni majstrują coś przy stołach i materacach, wszyscy przeganiają mnie jako kobietę mówiąc, że to gry tylko dla prawdziwych facetów :((( Wymyślam własną grę kolekcjonerską i ruszam po sali z czarnym plastikowym workiem. Potem angażuję się w odklejanie, konserwację powierzchni płaskich i zraszanie kubeczków :)
Czyżby to naprawdę był koniec? Żegnam się ze wszystkimi i lekko zdezorientowana wsiadam wraz z demnogonisem i Senaszelem do białego Tico, którym Adam akakus odwiezie nas do Poznania... Jako ostatni wyjeżdżamy z parkingu MDKa na Barlickiego.
W samochodzie mimo, że to koniec Pionka humory dopisują, chłopaki chyba są równie pozytywnie naładowani imprezą co ja. Na pudełku od Age of Empires rozkładamy AtoMUUwki, to, że po chwili robi się ciemno totalnie nam nie przeszkadza. Od czego są w końcu światła wyprzedzających nas samochodów :) (Tico nie wyciąga na szczęście więcej niż 120 km/h :D ) Czas mija na rozmowach o planszówkach i jak to poznaniacy o pieniądzach. Po drodze, we Wrocławiu zatrzymujemy się w Mc Donaldzie - wspaniała okazja na szybką partię Munchkina Chtulhu! Jedzie się tak miło i spokojnie, że daje znać o sobie nagromadzone przez te dwa dni zmęczenie, dlatego na troszeczkę przysypiam. Gdy się budzę, do Poznania zostaje zaledwie godzinka drogi a cała wyprawa na Pionek nr 8 kończy się gdy ok.2 akakus podwozi mnie prosto pod moją klatkę...
Pandemicowcy już skończyli, trochę mniej zadowoleni, dostali w tyłek od epidemii na poziomie łatwym, szukają czegoś gdzie nie będzie kooperacji - pytam czy może być coś z antykooperacją, wręcz z jawnym przyczynianiem się do nieszczęścia współgraczy? Zaskoczyło - z łapanki dobieram piątego i tłumaczę Mall of Horror.
Grupka nastolatków szuka czegoś podobnego do Samuraia, NS Hex też im sie podobała. Już wybieram i proponuję parę gier, gdy okazuje sie, że do końca mamy już tylko 30 minut :((( Dzięki pomocy goora chłopaki zasiadają nad Hej, to moja ryba! a kiedy skończą dam jeszcze radę namówić ich na Ligretto Fußball - kupa śmiechu niezmącona nawet tym, że próbowali mówić do mnie per pani :P
Niestety powoli zaczynają się inne gry - goor bawi się w Składaj Krzesła inni majstrują coś przy stołach i materacach, wszyscy przeganiają mnie jako kobietę mówiąc, że to gry tylko dla prawdziwych facetów :((( Wymyślam własną grę kolekcjonerską i ruszam po sali z czarnym plastikowym workiem. Potem angażuję się w odklejanie, konserwację powierzchni płaskich i zraszanie kubeczków :)
Czyżby to naprawdę był koniec? Żegnam się ze wszystkimi i lekko zdezorientowana wsiadam wraz z demnogonisem i Senaszelem do białego Tico, którym Adam akakus odwiezie nas do Poznania... Jako ostatni wyjeżdżamy z parkingu MDKa na Barlickiego.
W samochodzie mimo, że to koniec Pionka humory dopisują, chłopaki chyba są równie pozytywnie naładowani imprezą co ja. Na pudełku od Age of Empires rozkładamy AtoMUUwki, to, że po chwili robi się ciemno totalnie nam nie przeszkadza. Od czego są w końcu światła wyprzedzających nas samochodów :) (Tico nie wyciąga na szczęście więcej niż 120 km/h :D ) Czas mija na rozmowach o planszówkach i jak to poznaniacy o pieniądzach. Po drodze, we Wrocławiu zatrzymujemy się w Mc Donaldzie - wspaniała okazja na szybką partię Munchkina Chtulhu! Jedzie się tak miło i spokojnie, że daje znać o sobie nagromadzone przez te dwa dni zmęczenie, dlatego na troszeczkę przysypiam. Gdy się budzę, do Poznania zostaje zaledwie godzinka drogi a cała wyprawa na Pionek nr 8 kończy się gdy ok.2 akakus podwozi mnie prosto pod moją klatkę...
Z czego się cieszę:
- z bycia PomarańczKą - dało mi to mnóstwo radości, bo lubię być przydatna i pomagać ludziom (chyba też stąd wzięłam się za medycynę :P)
- z poznania nowych, ciekawych planszówek (zwłaszcza spodobały mi się Seerauber i Galaxy Tracker i Boomtown)
- z poznania nowych jeszcze ciekawszych ludzi - atmosfera na Pionku była wyborna, mam nadzieję, że nikt nie czuł się zagubiony, jeśli tak proszę zgłaszać rekamację a postaram sie to naprawić
- że ludzie kojarzyli Cyryla, często zanim zdążyłam go przedstawić mówili - o! to ta słynna wiewiórka :)
Czego żałuję:
- płynącego obłędnie czasu - dwa dni to tak mało - gdy cały czas ma się coś do roboty mijają jakby to były 2 nie 48h :(
- że nie mogę się sklonować i funkcjonować jako jedna ja w kilku egzemplarzach o jednej świadomości - by móc poznać więcej gier i więcej osób, by z każdym móc zamienić więcej niż parę zdań
- że nie ma wiru czasoprzestrzennego między Gliwicami a Poznaniem - Pionek to przecież nie tylko te 2 dni, ale masa przygotowań wcześniej, jesteśmy Pomarańczowymi Koszulkami a z niektórymi prawie w ogóle nie udało mi się porozmawiać :(
- z bycia PomarańczKą - dało mi to mnóstwo radości, bo lubię być przydatna i pomagać ludziom (chyba też stąd wzięłam się za medycynę :P)
- z poznania nowych, ciekawych planszówek (zwłaszcza spodobały mi się Seerauber i Galaxy Tracker i Boomtown)
- z poznania nowych jeszcze ciekawszych ludzi - atmosfera na Pionku była wyborna, mam nadzieję, że nikt nie czuł się zagubiony, jeśli tak proszę zgłaszać rekamację a postaram sie to naprawić
- że ludzie kojarzyli Cyryla, często zanim zdążyłam go przedstawić mówili - o! to ta słynna wiewiórka :)
Czego żałuję:
- płynącego obłędnie czasu - dwa dni to tak mało - gdy cały czas ma się coś do roboty mijają jakby to były 2 nie 48h :(
- że nie mogę się sklonować i funkcjonować jako jedna ja w kilku egzemplarzach o jednej świadomości - by móc poznać więcej gier i więcej osób, by z każdym móc zamienić więcej niż parę zdań
- że nie ma wiru czasoprzestrzennego między Gliwicami a Poznaniem - Pionek to przecież nie tylko te 2 dni, ale masa przygotowań wcześniej, jesteśmy Pomarańczowymi Koszulkami a z niektórymi prawie w ogóle nie udało mi się porozmawiać :(

- że obrałam złą stategię Pomarańczkowania przez co nie przydałam się na tyle na ile bym mogła
Wnioski:
Wnioski:
- na następnym Pionku skupiam się na tłumaczeniu, mniej na graniu, nowości zawsze będzie można poznać w knajpie bądź w nocy z soboty na niedzielę
- postaram się przyjechać do Gliwic już w piątek - może chętne PomarańczKi będą chciały się spotkać i zintegrować np. podczas noszenia stołów :P
- wspieram rozwój nauki ;)
PS. Reszta zdjęć i fimiki do ściągnięcia TU
- postaram się przyjechać do Gliwic już w piątek - może chętne PomarańczKi będą chciały się spotkać i zintegrować np. podczas noszenia stołów :P
- wspieram rozwój nauki ;)
PS. Reszta zdjęć i fimiki do ściągnięcia TU

0 komentarze:
Prześlij komentarz